Uświadamiam sobie, że już nigdy nie zobaczę ojca... Strażnicy pokoju karzą nam zejść ze sceny. Wieje lekki wiatr, który sprawia, że czuję się nieswojo. Nikt nie będzie za mną tęsknił, a wszyscy których kocham, przepadli.
Ukradkiem oka spoglądam na uchylone sąsiednie drzwi. Widzę rozpacz opiekunów chłopaka. Widzę rozpacz oraz smutek. Użalam się nad sobą, widząc jak inni cierpią. Jestem cholernie przygnębiona. Ja nie mam już nikogo do stracenia, jestem starsza, a on? Ma tylko dwanaście lat...
Eleanor wchodzi do sali w stroju pełnym "wdzięku" Ma na sobie czarną jak heban suknie, trzewiki na wysokim obcasie. Na jej twarzy maluje się wyraz grymasu.
- Dziecko! Jak ty wyglądasz?
Mam nadzieję, że to było pytanie retoryczne. Nie mam zamiaru rozmawiać z żadną personą Kapitolońską, choć to nieuniknione.
Pociąg, który czeka na nas na stacji, jest nie nie mały, ale wiem, że pozory często lubią mylić.
- Szybko! Szybko! W Kapitolu mamy być za czterdzieści osiem godzin! Nie mamy czasu na spacerki!
Podróż pociągiem strasznie się dłuży, a kolacja będzie dopiero osiemnastej. Mam dwie długie godziny, aby zrobić "coś".
Wędruję po długich korytarzach. Praktycznie nie czuć ruchy wagonu...
- Hej! - napada na mnie Caleb od tyłu.
- O Boże! - odwracam się w jego stronę cała zdyszana - Wystraszyłeś mnie!
- Nie chciałem się przestraszyć! - powiedział z lekkim strachem.
Czuję się trochę zakłopotana. Nie wiem co odpowiedzieć. Rzadko miałam kontakt z "innymi".
- Nic się nie stało... Czasami reaguję zbyt ostro.
- Dopiero za godzinę kolacja. Też się czujesz głodna?
- Nawet nie wiesz jak! - odpieram lekko chichocąc.
- Na arenę trafimy za kilka dni...
Już teraz rozumiem, dlaczego postanowił ze mną porozmawiać. Jak ja mu odpowiem? Nie chcę skrzywdzić kolejnych osób.
- Jako sam dwunastolatek moje szanse na przetrwanie pierwszych 48 godzin są ma...
- Rozumiem - przerywam mu. Nie mam ochoty wysłuchiwać jego proś, bo i tak wiem, że nie zmienię zdania. - Naprawdę, rozumiem twoje położenie w tej sytuacji, ale nie mogę. Nie chcę, aby twoja rodzina cierpiała przeze mnie. Nie pozwolę, aby kolejne osoby cierpiały...
- Przepraszam. Nie chciałem Ci zawracać głowy. Nie martw się, zejdę Ci z oczu. Nie będziesz musiała na mnie już nigdy patrzeć.
Ta sytuacja mogła zranić jego osobę, ale innej opcji nie widziałam. Lepiej, aby zginął wcześniej i nie poczuł przeszywającego bólu, który dopadł mnie już dawno.
Od momentu rozstania, nie widziałam Caleba. Zbliżam się w stronę jadalni. Eleanor siedzi już przy stole nakrytym najdostojniejszymi potrawami Kapitolu. W końcu trzeba spędzić swoje ostatnie posiłki w jak najlepszym stylu. Widzę także inną osobę przy nakryciach. Nie znaną mi dotychczas.
- A! Zapomniałam! Przywitaj się z Kathrine! Zwyciężczynią 34 Igrzysk Głodowych! - Mówi Eleanor. Podejrzewam, że widziała moje wyrysowane zdumienie na twarzy.
- Gdzie jest chłopak? - pytam z olimpijskim spokojem, choć czuję całkiem coś innego. Nie mogę pokazać zainteresowania o jego osobie.
- Myślałam, że przyjdziesz razem z nim.
Postanawiam nie ciągnąć dalej rozmowy.
Przy posiłku panowała cisza kompletna, aż do momentu w którym Katherine postanawia ją przetrwać.
- Rosalie. Masz już jakiś plany na Paradę Trybutów?
Nie odpowiadam.
- Dobrze... - mówi dalej - Przy stroju pomoże Ci Twoja stylista - Kierra. Pracuje już w Kapitolu od dawna. Stowrzyła jedne z lepszych stroi. Kojarzysz może Jorie, 52 Igrzyska Głodowe?
- Znam - Odpowiadam zwięźle, choć sam projekt chwycił mnie za serce. Wzbudził furorę wśród ludności!
Kolacja dobiegła końca. Wychodzę z jadalni lekko poirytowana. Gdzie do diaska podział się Caleb?
Szczerze? Nie zachwycasz.
OdpowiedzUsuńAle zobaczymy co z ciebie wyrośnie ;)
Jeszcze tu zajrzę, tymczasem wpadnij do mnie c;
niemozliwezycie.blogspot.com
Dziękuję za szczerą odpowiedź. Dopiero zaczynam przygodę z pisaniem ;) Gdybyś mi wytłumaczyła co Ci się nie podoba, chętnie to naprawię ;)
Usuńszczerze? zdecydowanie nie zgodzę się z opinią poprzedniczki. rozdział jest bardzo dobry, ale musisz wiedzieć, że nie lubię komentować pierwszych rozdziałów, bo nie zna się dobrze historii i nigdy nie wiem, co mam napisać. może napiszę, że podoba mi się imię głównej bohaterki, nawet bardzo. tak, więc... podoba mi się. postaram się wpadać i być na bieżąco ;)
OdpowiedzUsuń1. Powtórzenia
OdpowiedzUsuńNa plecach czuję lekki wiatr, który sprawia, że czuję się nieswojo. - powróżenie "czuję".
Ma tylko dwanaście lat. Całe życie ma przed sobą. - "ma".
Pierwszy akapit to praktycznie same powtórzenia...
2. Postacie
Rosie nie wydaje mi się specjalnie interesująca, ani ciekawa, a taka powinna być główna bohaterka.
Elanor wydaje mi się przerysowaną Effie.
Tylko Caleb wydaje mi się interesujący.
3. Inne błędy:
"Ta sytuacja mogła zranić jego osobowość, ale innej opcji nie widziałam." - zranić osobowość?
"- Hej! - napada na mnie Caleb od tyłu.
- O Boże! - odwracam się w jego stronę cała zdyszana - Wystraszyłeś mnie!"
Dlaczego didaskalia z małej litery? I kropka po "zdyszana" W dialogach masz też dużo innych błędów.
4. Jedyne ubrania jakie opisałaś to były sukienki i trzewiki - nie wszyscy są tak samo ubrani. I są inne kolory niż hebanowa czerń ;)
5. Logika - nie wydaje mi się, aby Everdeen jako idolka Kapitolu i Dystryktów, która jednak ma jakieś zdanie w społeczności pozwoliła na dalsze Igrzyska. To trochę nie logiczne. Po co wszyscy się buntowali? Właśnie po to, aby je znieść...
To nie wszystko.
Ogólnie jest tego dość dużo...
niemozliwezycie.blogspot.com