Rozdział 3

     Wchodzę do mojego przedziału, kładę się na łóżko. Próbuję zasnąć, ale męczy mnie jedno: Gdzie jest Caleb? To pytanie przechodzi po mojej głowie wciąż i wciąż. Nie umiem się skupić...
     Budzę się oszołomiona. Ktoś puka do drzwi.
- Proszę! - mówię lekko ospałym głosem.


- Hej! - odzywa się Caleb - Eleanor pytała się mnie dlaczego nie byłem na kolacji. Myślałem, że jej powiesz!
- Nie rozumiem. Przecież nic mi nie mówiłeś...
- Nie pamiętasz? Po skończonej rozmowie poszłaś do pokoju. Byłem trochę rozkojarzony, więc postanowiłem opuścić posiłek. Zaczepiłem Cię po drodze i powiedziałem Ci, abyś jej przekazała o mojej nieobecności.
Nie przypominam sobie żadnego zdarzenia po skończonej konwersacji.
- Nie mówiłeś - oznajmiam stanowczym tonem.
- Eleanor czeka na Ciebie w salonie - szybko zmienia temat.
Caleb wychodzi z pokoju bez żadnego słowa.
     Ubieram szlafrok i przechodzę do pomieszczenia.
- Nie spałaś aby trochę za długo?
Szybkim ruchem sprawdzam tarczę zegara. Wskazuje godzinę dwunastą.
- Myślałam, że nie obchodzi Cię o której będę wstawała...
- Masz rację, nie obchodzi mnie co robisz ze sobą, ale nie można tak marnować czasu...
Eleanor straszliwie się zmieniła odkąd wsiedliśmy do pociągu.
- Kiedy masz zamiar obmówić strategię z Katherine?
Myślałam, że minie mnie zaszczyt rozmowy z tą osobą... Siadam na kanapie obok Eleanor. Jest taka miękka w dotyku. Moje ręce wbijają się w materiał.
- Czy kiedykolwiek myślałaś o życiu bez Igrzysk? O życiu bez ograniczeń? O sprawiedliwym życiu, w którym nie giniesz za podjadanie chleba?
Eleanor odkłada pilniczek. Zamyka oczy.
- W tym świecie nie ma czasu na wymysły wyobraźni... - kończy. Dokładnie wiem o czym myśli - o wolności. Nie powiedziała tego na głos, bo na Kapitolońkę to nie przystaje.
- Ty tego nie odczuwasz. Nie jesteś wybierana w corocznych celebracjach na pewną śmierć, Twoje dzieci nie giną z powodu przeciwstawienia się władzy. Czy ty nie rozumiesz? Piekło się rozpętało! I nikt nie zamierza się przeciwstawić. Nikt.     

   

2 komentarze:

  1. Bardzo króciutki rozdział. Przez chwilę szukałam guziczka z napisem: "czytaj więcej". Jednak sam fakt, że jest to ff Igrzysk Śmierci sprawił, że bez wahania zabrałam się do czytania.
    Nie mam zbyt wielu uwag. Mogę tylko powiedzieć, że jest naprawdę fajnie.
    Na ogół liczby pisze się w opowiadaniach słownie. Piszę to, bo widziałam w poprzednich wpisach cyferki :P Tak na przyszłość.
    Dziękuję za komentarz u mnie i zapraszam na kolejny rozdział. Mogę jedynie powiedzieć, że niedługo przejdę do meritum i zacznie być ciekawie. Póki co, rozdziały muszą przejść przez tą monotonną część mojej historii :)
    Pozdrawiam, http://www.w-popiolach-igrzysk.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze zapomniałam o jednym. We wstępie masz napisane, że dziewczyna pochodzi z siódemki. Następnie piszesz: " w jedenastce zapewnili nam tyle...". Chodzi mi o to, że pewnie zmieniłaś numer dystryktu w trakcie pisania i zapomniałaś poprawić tego we wszystkich miejscach. Możesz w wolnej chwili przejrzeć tekst jeszcze raz.:)

      Usuń